Filozofia to rozmowa z przyjacielem; wszystko inne to niepotrzebne ozdobniki. Przyjaciela poznaję po tym, że nie pragnie ze mną po prostu wygrać albo coś ode mnie uzyskać; nie myśli o sobie, ale chce mi pomóc w tym, co zamierzam; w tym przypadku (w przypadku filozofii) – chce mi pomóc w rozmowie. A zatem przyjaciel wpisany w pojęcie filozofii to ktoś, kto pragnie, aby rozmowa się powiodła, aby osiągnęła swój cel (chociaż kto na początku rozmowy może wiedzieć, jaki jest jej cel, to znaczy jaki jest jej koniec?). Przyjaciel będzie więc odpowiadał na pytania, które sobie wspólnie stawiamy, tak szczerze, jak to tylko możliwe – to jest bardziej szczerze, niż gdyby rozmawiał sam ze sobą (bo każdy sam przed sobą musi trzymać gardę, żeby się nie rozpaść) - i będzie z całych sił dążył razem ze mną do zrozumienia sprawy, o której mówimy. Dzięki temu ja będę mógł postępować tak samo. Sokrates odkrył a Platon zapisał (natomiast Arystoteles sprowadził do poziomu bon motu), że przyjaciel, z którym można rozmawiać, musi być przede wszystkim przyjacielem prawdy („prawda” to jest zresztą tylko kryptonim enigmatycznego, niedocieczonego celu rozmowy, celu który tonie w chmurach, jak sarkastycznie zauważa Arystofanes).
Ale co my dzisiaj jesteśmy w stanie zrozumieć z ich greki? Diabli wiedzą co i jak oni sobie tak naprawdę myśleli i mówili. Dlatego weźmy przykład innego, bliższego naszym czasom dialogu - tego, który został opisany w Braciach Karamazow. Jakże lubię tę scenę, gdy z okna restauracji „Stolicznyj Gorod” wychyla się Iwan Karamazow i ucieszony zaprasza do środka, do „osobnego gabinetu”, swojego brata Aloszę! „Niech się świat kłopocze o co chce, my, żółtodzioby, musimy przede wszystkim rozstrzygnąć nasze odwieczne problemy” – powiada ironicznie i szczerze zarazem Iwan; nie chce więc rozmawiać z bratem o miłostkach; to dobre dla ludzi po trzydziestce, którzy, jak stary Karamazow, stanęli „na lubieżności jakby na opoce”; Iwan z bratem rozstrzygnąć muszą „wszechświatowe zagadnienia”, o których rozmawiają we wszystkich knajpach młodzi Rosjanie ( nie chodzi przy tym o młodość w sensie metrykalnym - „dzisiejsi nasi profesorowie są często również takimi samymi rosyjskimi młokosami”). Rozmawiają więc „a jakże; czy jest Bóg? Czy jest nieśmiertelność? Ci zaś co w Boga nie wierzą... o socjalizmie, anarchizmie, przeistoczeniu ludzkości, przecież to są te same zagadnienia, tylko od drugiego końca”. Charakterystyczna, rosyjska para – Bóg/ nieśmiertelność z jednej strony i socjalizm/ przeistoczenie ludzkości z drugiej – jako jeden i ten sam problemat, tylko rozpatrywany z perspektywy dwóch różnych swoich krańców; kwestia Boga jest też zawsze kwestią przeistoczenia ludzkości; to, co teologiczne i to, co polityczne jest ze sobą nierozdzielnie połączone. I jeszcze jeden fascynujący szczegół – Iwan powiada, że „rosyjskie rozmowy na te tematy zawsze są prowadzone tak głupio, że głupiej nie można”. Ale to właśnie dobrze: „im głupiej, tym bliżej do sedna rzeczy. Im głupiej tym jaśniej. Głupota jest jasna i niewymyślna, rozum zaś wykręca się i zasłania, rozum jest podły, głupota zaś uczciwa i prosta”. Otóż to. „Rozum” jest według Iwana zwykłą sztuczką ego służącą do samoobrony (może: do obrony przed zdemaskowaniem „opoki lubieżności”, na jakiej opierać się musi życie, które nie jest już młode, to znaczy nie ma siły czy ochoty roztrząsać „odwiecznych problemów”?) . Rozum to za wysoko podniesiona garda. Rozum nie filozofuje, lecz broni lubieżnego (starczego) „ja” przed filozofią: przed bezwzględną szczerością w przyjacielskiej rozmowie, która służyć ma nie nam, rozmawiającym, lecz swemu niedocieczonemu celowi, prawdzie. Dlatego, aby filozofować po rosyjsku, potrzeba nie tyle rozumu (choć Iwan jest przecież niesłuchanie inteligentnym, to jest chytrym i wykrętnym rozmówcą; bez tego rozmowa w ogóle by się nie kleiła), ale przede wszystkim głupoty, to jest pokory wobec omawianych spraw, naiwności, która jest jak bezdenna dziura i nie daje się ominąć; trzeba w nią wpaść z głową i nogami.
komentarze (1) | dodaj komentarz